Na początku myślałam, że będzie ciekawie. Zapowiadało się
nieźle. Przewrotna forma i przyciągające opisy. Oto mamy Planetę, na
której żyją Ufoludki w świecie identycznym do tego, jakim była Ameryka
lat 50. i 60. XX wieku. W zasadzie poza tym, że inne są pojazdy czy
psy, a ufoludki oczywiście są zielone i mają 8 palców i parę czułek, to
rzeczywistość niczym nie różni się od tej ziemskiej.
Tak samo jak Amerykanie w tamtych czasach, ufoludki boją sie
inwazji - napadu "kosmitów". W pewnym momencie zresztą spełniają się
najczarniejsze scenariusze, bo na planetę trafia człowiek i radośnie
próbuje wbić amerykańską flagę (scena zresztą przypomina lądowanie na
Księżycu). Rozglądając się dookoła, przybysz zauważa, że trafił w sam
środek grilla wyżej opisanych zielonych ludków. No i zaczyna się ogólna
panika obu stron. Wychodzą uprzedzenia, stereotypy, lęk przed obcym i
nieznanym. Wszystko to mogłoby się złożyć na całkiem lotną i
sympatyczną animację dla dzieci, ale niestety się nie złożyło.
Oceniając film pod względem zdatności dla dzieci, muszę powiedzieć,
że jest tragiczny, okropny, a dodatkowo całkowicie zaprzecza istocie
opowieści dla najmłodszych. Przykłady mnożą się już niestety od
początku. Cała symbolika fabuły może być zrozumiała tylko dla
dorosłych. Które dziecko wie, że Ameryka w latach 50. i 60. tak
wyglądała. Skąd może wiedzieć, że Zimna Wojna powodowała takie
napięcie, że Amerykanie w tym czasie budowali bunkry, w których mieliby
się ukryć przed inwazją ZSRR. W porządku, można ten wątek pominąć z
perspektywy dziecka, ale jest to, zresztą już kolejny raz, puszczanie
oka do dorosłych. To jednak nic w porównaniu z tym, co czeka widzów
dalej. Żenujące, mało zabawne żarty nie na poziomie po prostu wbiły
mnie w fotel. „Na ziemię, kosmiczne ścierwo", czy „Na ziemię, szmato",
„Puścić pawia", „Jestem udupiony", „Jestem astronautą, mam dużą
rakietę" - to język, jakim posługują się bohaterowie; a genialnym,
zdaniem twórców filmu, sposobem na zainteresowanie widowni, są żarty z
kategorii zatykanie sobie odbytów korkami, w celu obrony przed
androidami, których się mieszkańcy planety panicznie boją.
Mimo że można wyczuć, iż w założeniu akcja miała być wartka, to
film jest najzwyczajniej na świecie nudny. Przesłanie: "Bądźmy
tolerancyjni; przyjaźń jest ważna; uwierz w siebie, to stać cię będzie
na więcej" widoczne jak na dłoni, nie wymaga przemyśleń, w związku z
czym staje się błahe i mało istotne. No i te nieśmiertelne gagi, które
wylewają się strumieniem na widza, okraszone „szmatami" i „ścierwami"
- istny dramat. Do tego animacja, której już od jakiegoś czasu brakuje
świeżości i oryginalności. Można o niej oczywiście powiedzieć, że jest
dopracowana, ale co z tego, skoro tak naprawdę niczym nie różni się od
innych, jest nieciekawa, przekolorowana.