Strona główna » Aktualności
Baśnie "złotego wieku" animacji
2010-03-18
Animacja była potęgą - mówi autor ostatniej publikacji poświęconej filmowi animowanemu Paweł Sitkiewicz. Historyk mediów z Uniwersytetu Gdańskiego zatytułował ją "Małe wielkie kino. Film animowany od narodzin do końca okresu klasycznego" i choć tytuł sugeruje klasyczną monografię, to autorem bynajmniej nie kierowała potrzeba kronikarska. Przeciwnie - Sitkiewicz zanurza się w zamierzchłych dziejach po to, żeby pokazać czym jest także współczesna animacja.
Ziemia animacji
Film animowany to nie tylko sztuka, to przede wszystkim zjawisko społeczne. To założenie otwiera Pawłowi Sitkiewiczowi drzwi do świata animacji. Elementy tej krainy należą do różnych wymiarów. Mamy materialne fundamenty - taśmy filmowe, projektory, pędzle i druty, wszystko co potrzebne do nakręcenia, utrwalenia i projekcji filmu animowanego. Mieszkańcami tego świata są jego twórcy - pionierzy, gwiazdy, szeregowi animatorzy, ale też całe tabuny innych osób zaangażowanych w jego powstawanie, od których pracy często zależy los artystów. Ludzie z przedmiotami związani są siecią relacji - ekonomicznych, politycznych oraz artystycznych idei.
Wszystko razem tworzy bogaty system, obdarzony wielką dynamiką pochodzącą z jego wnętrza, ale także system niezwykle delikatny, mocno uzależniony od czynników z zewnątrz. Tak długo, jak zachowana jest względna równowaga między jednym a drugim, świat ten żyje i się rozwija.
Utopia
W historii tego świata był kiedyś "złoty wiek". Animacja porażała innowacyjnością, jej twórcy stali w awangardzie ruchów artystycznych. Jednocześnie odnosiła spektakularne sukcesy komercyjne. Równowaga między twórczym fermentem a pieniędzmi napędzała cały system.
To wtedy w różnych częściach świata kolejne klatki sklejali tacy ludzie jak Walt Disney, Oskar Fischinger, Władysław Starewicz. Ich dzieła były drastycznie różne. Kiedy jeden dawał głos myszy pływającej parowcem, inny ożywiał figury geometryczne, a kolejny tworzył diabelsko skomplikowane lalki o ludzkiej mimice. Ogromnie różniła ich również skala przedsięwzięć. Disney czarował miliony widzów i budował fundamenty imperium, Fischinger niósł sztandar awangardy, a Starewicz w zaciszu swego gabinetu pracował nad dziełami, które zachwycić miały lewie jedno pokolenie publiczności, a potem zostać zapomniane na całe dekady.
Najgłośniejsze nazwiska to ledwie wierzchołek góry lodowej. Całą resztę stanowiły tysiące twórców z całego świata. O większości z nich pamięć dawno zaginęła.
W tym czasie film animowany wchodzi na coraz to nowe obszary. Stosują go twórcy reklam, kampanii edukacyjnych, materiałów instruktażowych. Wykorzystywany jest także przez państwowych propagandzistów do indoktrynacji obywateli. Ostra kreska, żywe kolory, bezkompromisowe przesłanie - nikt jeszcze nie utożsamia animacji z bajkami dla dzieci.
Struktura
Paweł Sitkiewicz mógłby się z powyższym opisem nie zgodzić. Większości tych zdań nie wypowiada wprost, niektóre wcale nie padają w jego książce. "Małe wielkie kino" to opis stricte systemowy.
Autor na samym początku zapowiada, że zajmie się dwoma okresami w historii animacji: pionierskim i klasycznym. Prędko okazuje się, że ten drugi bezdyskusyjnie dominuje treść książki. Z jego ramami historycznymi, jak każdej epoki w sztuce, jest problem. Sitkiewicz kreśli więc obszar szeroko i obejmuje nim pierwszą połowę XX wieku. Po uporaniu się z obowiązkowymi rozstrzygnięciami definicyjnymi i krótkim wstępie z prehistorii, przechodzi do meritum.
Świat animacji okresu klasycznego dzieli na kilka głównych części, luźno pokrywających się z wcześniejszymi ustaleniami teoretycznymi. "Film rysunkowy do przełomu dźwiękowego", "Film rysunkowy w cieniu Walta Disneya", "Film lalkowy", "Film eksperymentalny i abstrakcyjny" - to tytuły najważniejszych rozdziałów. Autor systematycznie wychodzi w nich od szczegółu i zmienia plan na bardziej ogólny, by z wyższego poziomu umiejscowić bohatera tekstu w panoramie ówczesnego świata animacji. Robi to wartko i barwnie, przypomina dawno zapomniane obrazy i odkurza perły z przeszłości. Dzięki tej zabawie szybko poznajemy przedwojenne realia.
Idylla
Wyłania się z nich obraz sztuki w rozkwicie. Tętniącej życiem, zarażającej energią i przyciągającej perspektywą sukcesu. Już mocno rozpędzonej, jeszcze nie zgnuśniałej, choć już łapiącej zadyszkę. Paweł Sitkiewicz ukazuje czytelnikowi ten "złoty wiek" animacji, ale nie pozostawia go na długo z idylliczną wizją.
Na brylancie "złotego wieku" nie brak bowiem rys. Najpoważniejszą z nich jest jego największa siła - rynkowa siła. Wielkie pieniądze przelewające się przez studio Disneya prowadzą do wulgaryzacji produkcji, hamują rozwój artystyczny innych rodzajów animacji i uprzemysławiają proces twórczy. Nie rozwiązują natomiast problemu ogromnych kosztów nakręcenia nawet krótkiego filmu. Ten czynnik okaże się kluczowy dla zasadniczego przeobrażenia animacji po II wojnie światowej.
TV
Koniec ery klasycznej przyniesie era telewizji. Srebrne ekrany w latach 50. staną się prawdziwymi centrami amerykańskich domów, a jednym z filarów ich oferty będą tanie animowane serie spod znaku Hanna-Barbera. Ich hegemonia w porannych pasmach stacji zza oceanu skutecznie zahamuj rozwój autorskiego filmu animowanego w USA. W tym czasie inspirację znajdą jednak artyści z niemal drugiego końca świata. W pierwszym rzędzie eksplozji animowanych kinematografii narodowych będą Jugosłowianie, Czesi i oczywiście Polacy. To już jednak inna era animacji.
"Paradoks polega na tym, że nowa epoka w dziejach animacji do złudzenia przypominała epokę początkową, tak jakby historia zatoczyła koło i wróciła do punktu wyjścia. (...) Żadna inna sztuka nie potrafi odradzać się w ten sposób" - pisze na koniec Paweł Sitkiewicz. Może więc, "złoty wiek" odtrąbił nieco przedwcześnie?
Wiele obrazów jednej historii
Różnie można czytać „Małe wielkie kino”. Akademicy znajdą tam mrowie niedostępnej nam wcześniej historiografii. Nagromadzenie dat, nazwisk, tytułów z okresu tyleż „złotego”, co kompletnie zapomnianego stanowi niewątpliwie sól, twardy fundament pracy Pawła Sitkiewicza i robi duże wrażenie.
Autor nie zadowolił się jednak tylko suchym raportowaniem. Opisał dzieje w sposób żywy i bez nadęcia. W klarownej formie przedstawił piękną historię bohatera skończenie abstrakcyjnego, a jednak posiadającego ludzką twarz. Dla zainteresowanych filmem animowanym ta książka to epicka opowieść o narodzinach i upadku, kruchej sile i marzeniu, którego realizacja skończyła się równie nagle, jak rozpoczęła.
Zupełnie innej jakości książka Pawła Sitkiewicza nabiera jednak w połączeniu z siłą nowych mediów. Sprzężona z milionem serwisów publikujących odkurzone animacje starej epoki, staje się nieocenionym drogowskazem po odkrywanej na nowo krainie. Nie raz podczas tej podróży przychodzi zdziwienie, że wiele z odwiedzanych atrakcji tkwiło już wcześniej głęboko pamięci.
Łukasz Dulniak
lukasz.dulniak@gmail.com











