Strona główna » Aktualności
W klubie George’a Griffina
2010-06-21
Najbardziej ceni w rysunku i muzyce linearność i precyzję
pierwszego oraz osobisty charakter, emocjonalność, a przy tym możliwość
interpretacji, za każdym razem innej, w drugiej z wymienionych
dziedzin. O ile same lekcje gry na instrumentach (saksofon, pianino,
wiolonczela) nie przyniosły zbyt wiele efektów w zakresie umiejętności,
o tyle wpływ muzyki widoczny jest w jego filmach zarówno w rytmice
montażu i animacji, jak i w sposobie prezentacji tematu. Istniejące
utwory wsparły muzycznie filmy takie, jak Ko-ko, Thicket, Trikfilm 3, zaś improwizowane riffy jazzowe zostały zmiksowane w ścieżki innych (Head, Viewmaster, A Little Routine).
George Griffin jest jednym z tych niezależnych amerykańskich animatorów, których tak lubimy. Jeden z ważniejszych na nowojorskiej scenie niezależnej lat 70tych, choć pochodzący z Tennessee. Niektórzy uważają, że filmy jego wymykają się klasyfikacjom m.in. z powodu różnorodności podejść do prezentowanych tematów, a także stosunkowo niewielkiej powtarzalności tejże tematyki oraz stosowanych stylów. Mimo to wśród cech stylu wymienia się autorefleksyjność i obrazoburczość, które podważają tradycyjne poglądy i techniki w animacji. Jego wczesne prace - Head czy Lineage - eksplorują głębię i granice sztuki kompilując animację z live action, flipbookami czy fotografią trickową. W tym samym czasie jednak Griffin robi i filmy stricte narracyjne, jak choćby satyryczny The Club. Ten ostatni, proszę Państwa, ze względu na występujące w nim postaci - zupełnie nie dla dzieci. Jak zwykle jednak w takich sytuacjach przede wszystkim liczy się pomysł - czy na temat, czy na jego realizację. To dlatego film zostaje w pamięci. Czy gdyby zamiast paradujących penisów, paradowali w klubie zwyczajowo mężczyźni, dajmy na to, w melonikach, wciąż byłby to film godny zapamiętania? A gdyby tak parasole duże i parasolki małe? A moze gorsety?… Te już mi, piszącej te słowa, układają się w interesujące znaczenia. A gdyby tak jabłka i gruszki?… Penisy w kapciach, z gazetą, ładujące na siłowni. A czy można ten film rozpatrywać w kluczu feministycznym? Kuszące…
Ciekawe, jak to znaczenie i pamiętanie filmów zależne bywa też od osobowości autora i kontekstu jego dotychczasowych dokonań. Wszystko to składa się na bogactwo twórczości autora, kimkolwiek by nie był.
Magdalena Wołyniec











