25
września w Łodzi zakończyła się pierwsza edycja festiwalu animacji
lalkowej - Semafor Film Festiwal. Jest to jedyny znany mi polski
festiwal filmowy, który nie jest kreacją menagerską, nie tworzy
sztucznej narracji, mającej włączyć polską kinematografię „na siłę” w
awangardę filmową na świecie. SFF jest festiwalem warsztatowym,
organizowanym przez wytwórnię filmową Se-ma-for i pracuje na tym, co
jest realniejednym z największych atutów filmu polskiego. Ten festiwal
to szansa na stopniową zmianę świadomości społecznej, jako dziś
animacja, a szczególnie lalkowa, umieszczana jest na peryferiach nie
tylko dyskursu filmowego, ale kultury w ogóle – w świecie peerelowskich
dobranocek. Tymczasem SFF pokazał ten gatunek jako niezwykle ciekawy,
rozwijający się wraz z techniką filmową i będący w światowej awangardzie
filmowej. I w tej awangardzie znajduje się również studio Se-ma-for
(powstało w 1947r., w 1999 zostało przekształcony w spółkę która jest
kontynuatorem programowym państwowego studia, mającą prawo do używania
jego loga). Jest to jedyna polska wytwórnia uhonorowana dwoma Oscarami
(za Tango Zbigniewa Rybczyńskiego w 1983r. i Piotrusia i wilka Suzie Templeton w 2007). Semafor Film Festiwal był wydarzeniem prezentującym wybór filmów z ogromnego dorobku gospodarzy (filmy stare i nowe, dla dzieci i dorosłych,
produkcje polskich uznanych twórców) i szeroki, międzynarodowy przegląd
tego gatunku (w tym najnowsze „głośne” produkcje, również np.
teledyski). W trzy dni zaprezentowano 700 filmów, w tym 70 premier, oraz
specjalny program dla dzieci (w jego ramach m. in. odsłonięto pomnik
pingwina Pik-Poka).
W
ramach festiwalu można wyodrębnić kilka nachodzących na siebie warstw.
Chronologicznie pierwsza to warstwa historyczna – w czasie festiwalu
ogłoszono stulecie polskiej (i światowej) animacji lalkowej. I bardzo
słusznie, żeby nie powiedzieć - nareszcie! Dzięki temu nastąpiło
wpisanie Władysława Starewicza, pioniera animacji lalkowej o światowej
renomie, w historię polskiej animacji. On to właśnie w 1910 roku
zrealizował Walkę żuków,
pierwszy lalkowy film animowany. Odsłonięcie Gwiazdy Starewicza, które
odbyło się w czasie festiwalu, było uroczystością niezwykle wzruszającą,
o ponadnarodowym charakterze. Zaplanowano bowiem w niej udział
przedstawicieli konsulatów Litwy, Rosji i Francji (czyli tych nacji,
które też do Starewicza się przyznają), a tym samym symbolicznie -
„podzieliśmy się” z nimi mistrzem.
Druga
warstwa to ta, która najbardziej domaga się naświetlenia i
popularyzacji. O ile pierwszy Oscar Semafora uległ zapomnieniu, to drugi
(za Piotrusia...)
jest bagatelizowany dlatego, jakoby Se-ma-for był tylko „tanią siłą
roboczą” brytyjskiego koproducenta, firmy BreakThru. To tylko narodowe
kompleksy – scenografia, projekty lalek, animacja – wszystko to było
dziełem polskich (często utytułowanych) twórców animacji lalkowej.
Dodatkowo prezentowana w czasie festiwalu retrospektywa filmów Templeton
pozwala wysnuć odważne wnioski, że współpraca z Se-ma-forem dała tej
autorce bardzo dużo. Oscar za Piotrusia przyniósł łódzkiemu producentowi ogromną renomę, czego dowodem i rezultatem jest ukończona w tym roku Maska Braci Quay, wyjątkowa, hipertekstualna animacja lalkowa (lalki i scenografia projektu Se-ma-fora). Prezentacja Piotrusia i Maski na festiwalu, wraz z projekcjami towarzyszącymi, pozwalała poznać i docenić klasę producenta i polskich współtwórców.
Kolejna
warstwa, która wiąże się z poprzednią, a którą festiwal niejako
„mimochodem” zaprezentował, to bardzo szeroki wachlarz zagadnień, który
roboczo określę jako „strukturę studiów animacji”. To pozornie
drugorzędny problem, jednak uważam, że kluczowy dla (od)budowy dyskursu
polskiej animacji. Otóż kalectwo obecnego dyskursu wynika z opierania go
o mit indywidualnej twórczości, będący bazą teorii animacji autorskiej.
Gloryfikowanie poszczególnych wielkich animatorów prowadzi bardzo
często do konstruowania fikcyjnej rzeczywistości, w ramach której
zapomina się, że za każdym filmem stoi ekipa. A w warunkach polskiej
animacji jest to (i była zawsze) ekipa fachowców najwyższej klasy. W
wypadku animacji lalkowej to projektanci i konstruktorzy lalek,
projektanci i wykonawcy scenografii, rozmaitych urządzeń mechanicznych,
oświetleniowcy,montażyści, itp. -
to „towarzysze broni” i ogromna tradycja, przekazywana z pokolenia na
pokolenie, a dziś doceniona również na świecie. Organizatorzy festiwalu,
zapraszając znamienitych gości z kraju i ze świata nie zapomnieli o
członkach ekip i pracownikach technicznych, również o tych starszych,
dziś na emeryturze. Zabrzmi to może górnolotnie, ale oni również
współtworzyli współczesny sukces Se-ma-fora. O ile w PRL trzon produkcji
lalkowej stanowiły filmy dla
dzieci, to dziś oferta tego producenta jest o wiele szersza.
Współcześnie najbardziej znani na świecie polscy animatorzy to właśnie
ci zajmujący się animacją lalkową- Marek Skrobecki,, Magdalena Osińska, Izabela Plucińska– to nie przypadek, że dwoje z nich (Osińska i Skrobecki) współpracowali lub współpracują z Se-ma-forem.
Dzięki kameralnej, warsztatowej formule festiwalu (mimo ogromnej ilości
gości) udało się pokonać kłopoty z komunikacją i dyskusją z widzami,
jakie na ogół można odczuć w czasie festiwali filmowych.
Zaskoczył mnie wysoki, profesjonalny poziom dyskusji, zarówno
kuluarowych, ale przede wszystkim tych z widzami - po projekcjach i w
czasie rozmaitych festiwalowych wydarzeń. Dobra, dyskretna reżyseria
festiwalu była odczuwana na każdym kroku. Należą się za to wyrazy
uznania organizatorom, a przede wszystkim głównemu pomysłodawcy SFF,
prezesowi Se-ma-fora Zbigniewowi Żmudzkiemu, który pełnił rolę stale
obecnego gospodarza.
I
tak oto na mapie festiwalowej pojawił się kolejny – obok poznańskiego
Animatora i krakowskiej Etiudy&Animy – zapowiadający się na bardzo
dobry festiwal animacji. Mam nadzieję, że festiwale te i klasę filmów na
nich prezentowanych dostrzegą również polscy filmowcy. Wśród rzeszy
gwiazd filmu na Piotrkowskiej pojawił się bowiem kolejny (dopiero drugi,
po Zbigniewie Rybczyńskim) twórca filmów animowanych. Zaiste, daleko
animator musi zajść, żeby koledzy filmowcy przyjęli go do krajowego
Panteonu.
Hanna Margolis