Strona główna » Aktualności
Kihachiro Kawamoto - droga do animacji (wywiad)
2010-12-01
Z Kihachiro Kawamoto rozmawia Jasper Sharp
Jeśli animacja japońska poszerza nieustannie grono miłośników poza granicami swojego kraju, to praca aktywnych animatorów działających poza głównymi studiami Japonii pozostaje wciąż zastanawiająco niezauważana. Jednym z takich autorów wydaje się być Kihachiro Kawamoto, pionier zapomnianej dziedziny kukiełkowej animacji poklatkowej. Kawamoto urodził się w roku 1925, aczkolwiek posługuje się tym medium od lat 50tych dwudziestego wieku, kiedy to spotkał swojego czeskiego mistrza, Jiri Trnkę - wtedy to kukiełki Kawamoto zaczęły żyć prawdziwie własnym życiem.
Patronując japońskiemu projektowi Winter Days w roku 2003, zasygnalizował swój długooczekiwany powrót do animacji, by wreszcie zrealizować swój świetny pełny metraż, The Book of the Dead.
Jasper Sharp: Czy możesz w kilku słowach opowiedzieć mi o projekcie twojego ostatniego filmu, The Book of the Dead?
Kihachiro Kawamoto: Marzenie o zrealizowaniu tego pomysłu towarzyszyło mi od lat. Głównym powodem, dla którego chciałem go zrobić jest to, że świat wydaje mi się teraz spanikowany i pomieszany, a wojny wybuchają bez powodu. Staram się zatem uleczyć tych, którzy w ostatnich wojnach zginęli. To jeden z głównych powodów powstania filmu. Tematem jest odkupienie dusz poległych.
JS: Co zainteresowało cię najbardziej w tej historii, znajdującej swe źródło w powieści Shinobu Orikuchiego?
KK: Trudno w krótkim czasie streścić tę historię, ale zaczerpnąłem ją z jednej z prawdziwych opowieści okresu Nara, datowanej około roku 750 AD. Rzecz przydarza się klanowi Fujiwara w miejscowości Nanke, jednej z jego czterech gałęzi, pochodzącej od Fujiwary Kamatari (614-669). W tym czasie buddyzm przybył do Japonii z Chin, a księżniczka pochodząca z tej właśnie rodziny zaczęła się nim interesować.
JS: To dopiero twój drugi pełny metraż po Rennyo and His Mother z roku 1981. Dlaczego robisz The Book of the Dead właśnie teraz?
KK: Jak wspomniałem na początku, chcę wyrazić swoje pragnienie odkupienia dusz poległych w dzisiejszym chaosie poprzez źródłowe nauki japońskiego buddyzmu o odkupieniu cierpienia. Ten oryginalny koncept buddyzmu japońskiego różni się od konceptu świątyni Yasukuni. Nie jest ważne, czy polegli wrogowie, czy przyjaciele, ich duszom należy się ukojenie. To oryginalne japońskie nauki czerpiące z buddyzmu. Przedstawiam je przez pryzmat głównej postaci filmu, księżniczki z klanu Fujiwara.
Nie udało mi się zrealizować filmu wcześniej. Zawsze brakowało pieniędzy. Widząc jednak moje zaangażowanie w temat, Junko Fukuma, producent z Sakura Motion Picture Company, zachęcił mnie do podjęcia prac. To dość częste w branży. Nawet twórcy pokroju Akiro Kurosawy mieli wiele pomysłów, na realizację których nie potrafili zdobyć funduszy. Dziś wydaje mi się, że nastał lepszy moment niż kiedykolwiek, by wreszcie mój projekt rozpocząć. Więc się go podjąłem.











